Bardzo mało mówi się o tym, jak stosować NPR po porodzie

Nie zawsze było tak „różowo” i czasem też się buntowaliśmy – np. gdy ślub i podróż poślubna wypadły w najbardziej płodnym okresie.

Już raz oddaliśmy głos innym, wówczas to byli panowie, którzy opowiadali o tym, czy warto czekać z seksem do ślubu, możecie o tym przeczytać TUTAJ. Tym razem idziemy o krok dalej, oddajemy głos małżeństwom, którymi targają wątpliwości i trudności związane ze współżyciem seksualnym. Są wśród nich różne historie. Takich, którzy zakochali się w Naturalnych Metodach Planowania Rodziny i takich, którzy je znienawidzili. Jest wiele bólu, zranienia, niezrozumienia. Wiele trudnych i odpowiedzialnych wyborów.


O Naturalnym Planowaniu Rodziny po raz pierwszy usłyszeliśmy na naukach przedmałżeńskich u dominikanów. Od samego początku spodobało mi się to, że w końcu w pełni rozumiem, jak działa mój kobiecy organizm, że wiem, kiedy dokładnie dostanę okres, że mogę łatwo dostrzec, gdy coś jest nie w porządku i to dla mnie impuls, że trzeba o siebie bardziej zadbać.

Po co nam Naturalne Planowanie Rodziny?

Po ślubie zaczęliśmy się tym zajmować razem i tak zostało do dzisiaj. Mąż rano podaje mi termometr, zapisuje na telefonie temperaturę i godzinę, a co kilka dni wspólnie przepisujemy wszystko na kartę obserwacji. Cieszę się, że jego też to interesuje i że mi w tym pomaga.

Oczywiście nie zawsze było tak „różowo” i czasem też się buntowaliśmy – np. gdy ślub i podróż poślubna wypadły w najbardziej płodnym okresie, a my nie byliśmy gotowi, żeby od razu po zawarciu małżeństwa powiększać rodzinę. Drugi bunt pojawił się po narodzinach naszej Córeczki. Niestety bardzo mało się mówi o tym jak stosować NPR po porodzie, a wiadomo, że okres może wrócić po paru miesiącach, ale może też nawet po paru latach. Z perspektywy czasu widzę jednak, że te ciężkie (z wielu względów) miesiące przetrwaliśmy głównie dlatego, że wcześniejsze stosowanie NPRu nauczyło nas na siebie czekać. Przydało się nam to również wtedy, gdy z powodów zdrowotnych przez kilka miesięcy nie mogliśmy sobie pozwolić na pełną bliskość.

Mamy więc poczucie, że dla nas naturalne metody są dobre i przyczyniają się do budowania jeszcze większej jedności w małżeństwie dzięki temu, że jesteśmy zgodni z naszymi sumieniami oraz zgodni ze sobą. A to, że czasem niestety musimy poczekać, gdy przychodzą dni płodne (a my w danym momencie nie jesteśmy gotowi na dalsze powiększanie rodziny) też ma swoje plusy… bo później daje to jeszcze większą radość ze zbliżenia, gdy przychodzi druga część cyklu.


Bądźcie na bieżąco: obserwujcie nas na Instagramie, YoutubieFacebooku oraz dołączcie do grupy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.