Celem seksu nie jest wyłącznie prokreacja [WYWIAD]

„Fakt, że ludzie podczas seksu odczuwają przyjemność, nie jest przecież przypadkiem” – mówi psycholog, Angelika Szelągowska- Mironiuk.

Wybieramy miłość”: Odnoszę wrażenie, że to dość częsta sytuacja „ona chce naturalnego planowania rodziny, on nie jest przekonany albo nie widzi różnicy między nim a prezerwatywą”, co można zrobić w takiej sytuacji? Jak ze sobą rozmawiać?

Angelika Szelągowska-Mironiuk: Tak, to rzeczywiście często spotykane sytuacje – musimy pamiętać o tym, że nawet praktykujący katolicy często mają problem z przyjęciem nauki Kościoła na temat antykoncepcji. Wiadomo, że to akurat nauczanie ma wpływ na codzienne życie katolików, a niekiedy odmienne spojrzenia na ten temat prowadzą do poważnych konfliktów w związkach. Sądzę, że rozmowę na ten temat należałoby zacząć od tego, dlaczego druga osoba chce bądź nie chce stosować NPR czy antykoncepcję. Być może chodzi o to, że mąż lub żona bardzo boją się ciąży, a użycie antykoncepcji daje jej lub jemu większe poczucie kontroli? A może niechęć do NPR wynika z tego, że dana osoba nie rozumie, na czym polega różnica między nowoczesnymi metodami objawowo-termicznymi, a „kalendarzykiem”, czyli metodą starą i mało skuteczną?

To naprawdę zaskakujące, że niektóre osoby tych określeń używają wymiennie. W tej sytuacji pomocne może być podsunięcie drugiej stronie odpowiedniej lektury. Z drugiej strony – czasem dana osoba nalega na stosowanie NPR, choć wcale nie jest do tego wewnętrznie przekonana albo – co częściej dzieje się w przypadku mężczyzn – uważa, że to sprawa wyłącznie kobiety, a on czeka tylko na hasło „dziś można”.

Kiedy więc rozmawiamy o metodach planowania rodziny, warto nazwać swoje pragnienia, motywacje i obawy. Jeśli para decyduje się na NPR, warto nie mówić wyłącznie o jej plusach, ale także omówić to, co zrobimy, gdy pojawią się trudności, a także jak wyobrażamy sobie życie razem w dni, które uznamy za płodne, jeśli akurat nie planujemy dziecka. Odradzałabym natomiast wzajemne etykietowanie się za pomocą określeń, których często używają na oślep przeciwnicy antykoncepcji, w stylu: „jesteś hedonistą”, „zależy ci tylko na jednym”. Powinna o tym pamiętać także druga strona: nazywanie żony czy męża „katotalibem” w niczym nie pomaga. Musimy mieć świadomość, że nie walczymy ze sobą – ale szukamy najlepszego rozwiązania dla nas obojga.

Jak budować jedność w małżeństwie, kiedy tak ważna kwestia nas dzieli? Jak odnaleźć w takiej sytuacji radość ze współżycia?

Seks jest w małżeństwie szalenie ważny, ale jednak nie jest jedyną płaszczyzną, na której – uwaga, będzie to nieco patetyczne – małżonkowie mogą stawać się jednością. Jeśli łączy nas podobne podejście do życia, poglądy na sprawy społeczne, troska o druga osobę etc., to budowanie jedności jest jak najbardziej możliwe. Istnieją przecież małżeństwa między osobami różnych wyznań czy religii, które mają odmienne zapatrywania na kwestie antykoncepcji – i nie przekreśla to szansy na stanowienie szczęśliwej pary. Poza tym, także życia seksualnego pary nie można sprowadzać wyłącznie do kwestii planowania czy odkładania poczęcia dziecka – także w tej sferze warto dbać o to, by było nam ze sobą jak najlepiej.

Seksualność w małżeństwie to przecież o wiele więcej, niż sam stosunek – to codzienna czułość, intymne rozmowy, poznawanie swoich oczekiwań i obserwowanie reakcji swoich ciał. To małżonkowie mogą robić nawet wtedy, gdy nie ma pełnej zgodności w kwestiach planowania rodziny. Choć – bądźmy szczerzy – ten temat będzie powracał, tak jak wszystkie inne sprawy, w których między partnerami nie ma zgodności.

Czy jest tutaj możliwy kompromis?

Niektóre pary w takiej sytuacji stosują metodę: NPR plus dodatkowe „zabezpieczenie” w dni uznane za płodne lub w dni „wątpliwe”. Słyszałam też o parze, która stosowała NPR, gdy małżonkowie uznali, że „w sumie mogą mieć dziecko”, ale po porodzie – za namową mężczyzny – zaczęli używać prezerwatyw, którym pani była raczej przeciwna. W takich przypadkach jednak osoba pragnąca żyć zgodnie z NPR może czuć, że postępuje niezgodnie ze swoim sumieniem i ponosić spore koszty.

W jednej z opisanych przez mnie historii pada zdanie: „zastanawiam się, czy większym grzechem nie byłoby doprowadzanie do ciągłej niezgody w małżeństwie”. No właśnie, jak znaleźć tutaj równowagę?

W sytuacji, gdy jedna z osób w małżeństwie nie chce stosować NPR, to z punktu widzenia katolickiej moralności druga osoba nie ponosi winy za stosowanie antykoncepcji. Jeśli – przykładowo – mężczyzna chce stosować prezerwatywy, a kobieta jest przekonana o słuszności NPR, ale nie jest w stanie przekonać męża – kobieta ta nie musi spowiadać się z antykoncepcji. Ma natomiast obowiązek starać się przekonać męża do NPR – choć oczywiście nie przed każdym zbliżeniem, nie w sposób nachalny. Kościół nikogo nie zachęca do urządzania karczemnych awantur o pigułki czy prezerwatywy! Czym innym jest natomiast sytuacja, gdy stosowanie NPR wiąże się z ogromną frustracją i źle wpływa na związek. Zdarzają się sytuacje, że jedna z osób pracuje za granicą, a gdy para ma szansę na zbliżenie – akurat trwają dni płodne u kobiety. Oczywiście, można starać się w inny sposób zaspokoić potrzebę bliskości, ale jeśli taka sytuacja trwa przez dłuższy czas (i nie można tego zmienić, a para z ważnych powodów nie chce teraz począć dziecka), to warto porozmawiać o tym ze spowiednikiem. Stosowanie antykoncepcji nie zawsze jest grzechem ciężkim.

Jak myślisz, czy różnica w podejściu do współżycia jest według Ciebie poważną przeszkodą do zawarcia związku małżeńskiego?

Prawo kanoniczne mówi jasno: powodem do stwierdzania nieważności jest wykluczenie potomstwa. Wtedy, gdy po ślubie okazuje się, że mąż czy żona w ogóle nie planują mieć dzieci – czy to stosując NPR, czy sztuczną antykoncepcję, sprawa jest jasna – tego małżeństwa po prostu nie było.

Natomiast jeśli chodzi o kwestie antykoncepcji czy też NPR – nie jest to przeszkoda w sensie formalnym, ale może być to niezwykle frustrujące dla obojga małżonków. Jednocześnie nie zawsze da się to „ustalić” przed ślubem. Znam historie par początkowo pragnących stosować NPR, ale w którymś momencie (menopauza, stan po wielu cięciach cesarskich), jedna z osób zdecydowała: albo stosujemy antykoncepcję, albo nie współżyjemy. Na pewne wydarzenia i trudności nie sposób się przygotować. Jeśli jednak od początku mamy zupełnie odmienne podejście do współżycia i planowania ciąży, to może to być ogromna przeszkoda w codziennym życiu pary.

Gdzie szukać pomocy w tego typu sytuacjach, kiedy Kościół mówi przede wszystkim o czystości w małżeństwie i o jedynej właściwej drodze, naturalnym planowaniu rodziny podczas gdy z psychologicznego punktu widzenia potrzebujemy czas, aby mieć gotowość do zostania rodzicami?

Samo to, że potrzebujemy czasu, aby zostać rodzicami, nie oznacza, że potrzebujemy jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz. Do rodzicielstwa – tak jak do małżeństwa – dojrzewa się powoli. Filozofia NPR zakłada przecież, że małżonkowie mogą z ważnych powodów odłożyć poczęcie – a o tym, co jest tym ważnym powodem, nikt za nas nie zdecyduje.

Może być przecież tak, że czujemy, iż na przykład przez pierwszy rok w małżeństwie chcemy skupić się na poznawaniu męża czy żony, albo też skończyć studia i zdobyć stałą prace, zanim zdecydujemy się na dziecko. Ale jeśli ten stan rzeczy się przedłuża, nie umiemy wyznaczyć czasu, kiedy chcielibyśmy zostać rodzicami, lecz wciąż mówimy „jeszcze nie”, to warto jest się temu przyjrzeć razem z psychoterapeutą. Może kryje się pod tym obawa o to, czy nasz związek jest dość trwały, albo lęk przed powtórzeniem destrukcyjnych schematów, które znamy ze swoich rodzin pochodzenia? Jeśli w naszym życiu realizuje się ten drugi scenariusz, to warto również – jeśli jesteśmy osobami wierzącymi – być pod opieką stałego spowiednika czy kierownika duchowego. Podpowie on, jak dbać o rozwój duchowy w małżeństwie, skoro póki co nie planujemy „przyjmować i po katolicku wychowywać potomstwa”.

Czy celem seksu jest tylko prokreacja? Dlaczego zapominamy o równie ważnej przyjemności i jedności?

Oczywiście, celem seksu nie jest wyłącznie prokreacja  – zarówno Kościół, jak i współczesna seksuologia dzisiaj prezentują stanowisko, zgodnie z którym seks ma również służyć do budowania bliskości między ludźmi. Fakt, że ludzie podczas seksu odczuwają przyjemność, nie jest przecież przypadkiem – jest to wpisane w wizję ludzkiej seksualności, którą stworzył Bóg. Małżeństwa trwale bezpłodne, albo po okresie przekwitania nie mają przecież zakazu współżycia – choć to współżycie nie ma celu prokreacyjnego, to dalej jest w ich relacji istotne.

Sądzę, ze zapominamy o innych niż prokreacyjny celach seksu, bo słabo znamy naukę Kościoła na ten temat, posługujemy się uogólnieniami. Małżonkowie często nie rozumieją, że bycie otwartym na życie, nie oznacza bycia zamkniętym na przyjemność i radość z seksu. Małżonkowie – jeśli nie wykluczają „opcji” zajścia w ciążę – mają prawo uprawiać seks dla płynącej z niego radości i satysfakcji.

Inna rzecz – przez wieki narracja Kościoła wokół seksu była raczej ponura, duszpasterze skupiali się na przestrzeganiu przed skutkami nadmiernej koncentracji na cielesności, zamiast – tak jak czyni to Kościół dziś – uczyć o odpowiedzialności związanej z seksem. Być może czyniono to z obawy przed utratą kontroli nad pożądaniem, a także z przekonania o tym, że nieustanne umartwianie ciała prowadzi do lepszej „dyscypliny” w życiu duchowym. Echo tego rodzaju nauk wciąż można w naszym Kościele usłyszeć lub przeczytać.

Ale pamiętajmy, że nie tylko Kościół kształtuje nasze podejście do seksu – pierwszymi seks-edukatorami są nasi rodzice lub opiekunowie. Jeśli babcie, matki i ojcowie mówią swoim dzieciom, że seks jest brudny i grzeszny, to nie przekazują nauki Kościoła, ale w specyficzny sposób mówią o swoich problemach i przeżyciach. Warto więc, aby nie tylko księża i katecheci, ale również rodzice tworzyli wokół seksu pozytywną narrację, aby mówili, że jest dobry i piękny. I, że nie służy on tylko do przekazywania życia.

Angelika Szelągowska-Mironiuk
– psycholog i copywriter. Wierząca i praktykująca. Prowadzi bloga katolwica.blog.deon.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.