„Dobre kontakty z rodzicami i teściami są dla nas ważne, jednak nie najważniejsze”

Gościnnie

Przed ślubem pracujemy głównie nad naszą relacją, ale niewiele dowiadujemy się o tym, jak funkcjonować z „dodatkowymi” rodzicami, czyli teściami. Czy trzeba budować granice? Co zrobić kiedy mąż lub żona stoją za swoimi rodzicami bardziej niż za współmałżonkiem? Na te i inne pytania odpowiadają Magda i Artur Jasińscy z bloga Mamine skarby.

Wielu narzeczonych boryka się przy organizacji ślubu ze zbytnim zaangażowaniem rodziców i teściów. Jak to było u Was? Czy znaleźliście odpowiadającą Wam harmonię?

Magdalena Jasińska: Niestety u nas nie było inaczej. Rodzice bardzo się angażowali w pomoc przy organizowaniu wesela. Doszło do tego, że w końcu my (jako przyszli małżonkowie) odpuściliśmy. Dzisiaj pewnie postąpilibyśmy inaczej, ale w tamtym momencie stwierdziliśmy, że nie chcemy się kłócić. Dla nas najważniejsze było samo wydarzenie, a nie cała otoczka.

Co doradzilibyście narzeczonym, którzy borykają się z taką sytuacją?

Artur Jasiński: Skupcie się na sobie, zadbajcie o to, by w tym dniu nic Was nie poróżniło. To, jaki będzie zespół albo tort  po kilku latach będzie miało drugo- albo trzeciorzędne znaczenie. 

Magdalena Jasińska: Warto porozmawiać z rodzicami i ustalić zdrowe granice. Rodzice chcą się troszczyć o swoje dzieci, jednak nieraz ciężko im się pogodzić z tym, że ich dzieci stały się już dorosłe, a ślub jest kolejnym krokiem ku samodzielności. Dobrze by było, gdyby odbywał się w harmonii. Wiadomo, że najważniejsza jest przysięga małżeńska. Jednak cała otoczka potrafi przyćmić radość wynikającą z tego dnia. Dlatego warto poświęcić chwilę, by usiąść z rodzicami i przegadać sprawę. Powiedzieć o swoich uczuciach i o tym, jak ważne jest dla Ciebie podejmowanie decyzji w danej kwestii.

Co jeśli po takiej rozmowie rodzice nadal nie liczą się z naszym zdaniem?

Jeśli po rozmowie rodzice wciąż się nie liczą z naszym zdaniem, to powinniśmy postawić sprawę jasno. Ślub to krok ku życiu we dwoje. Nie można wchodzić w małżeństwo z konfliktami. Najlepszym wyjściem jest organizacja ślubu i wesela bez funduszy ze strony rodziców. Wtedy przyszli małżonkowie mogą sami decydować o wszystkim bez wyrzutów sumienia. Kiedy jednak rodzice „sponsorują” wesele, to ciężko jest im wyperswadować niektóre pomysły.  Zrozumieliśmy, że w pierwszej kolejności musimy zadbać o nasze relacje.

Jak ułożyć relacje rodzinne na nowo, kiedy się pobieramy? Jak to było u Was?

U nas wymagało to czasu. Było sporo nawyków, które pozostały jeszcze z czasów, kiedy żyliśmy w swoich domach rodzinnych. Dopiero po kilku rekolekcjach dla małżeństw zobaczyliśmy, jak bardzo nieuporządkowany mieliśmy ten obszar życia. Z czasem zaczęliśmy wprowadzać drobne zmiany w relacjach z rodzicami. Stworzyliśmy rodzinę, która stała się samodzielną jednostką. Dobre kontakty z rodzicami i teściami są dla nas ważne, jednak nie najważniejsze. Zrozumieliśmy, że w pierwszej kolejności musimy zadbać o nasze relacje. A rodzice powinni zrozumieć, że wiele się zmieniło: „Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem” (Mt 19,5). 

Jakie zmiany wprowadziliście w relacjach z rodzicami?

Już nie jeździmy w każdą niedzielę do nich na obiad (a na początku naszego małżeństwa tak było). Nieraz informujemy, że mamy swoje plany. Zrezygnowaliśmy z wakacyjnych wyjazdów z rodzicami (choć niekiedy kusi perspektywa opieki dziadków nad wnukami). W naszej sytuacji zdrowsze relacje są wtedy, gdy nie przebywamy z rodzicami 24 godziny na dobę. Szczególnie po urodzeniu dzieci. Mamy trochę inne spojrzenie na ich wychowanie i odżywianie. Dziadkowie wychodzą z założenia, że są od rozpieszczania wnuków. A to ma też swoje skutki. 

Zaraz po ślubie woleliśmy zamieszkać sami, mimo, że miejsce u teściów dla nas było. Takie relacje są zdecydowanie lepsze, bo gdy mieszka się pod jednym dachem, to zawsze może dojść do jakiś nieporozumień. W końcu każdy ma swoje przyzwyczajenia i nikt nie lubi, gdy ktoś nowy wprowadza swoje zasady.

Co zrobić w sytuacji, kiedy synowa i teściowa (albo zięć i teść) ze sobą rywalizują? Jak można temu zapobiec?

Z reguły gdy dochodzi do takich sytuacji, to ma miejsce jakieś nieuporządkowanie. Przykładowo syn faworyzuje mamę, podkreśla jej zalety, czy mówi o tym, że najlepiej gotuje. Żona może się poczuć nieco odepchnięta i będzie próbowała udowodnić, że potrafi dorównać teściowej.

Najlepiej przyjrzeć się sprawie i znaleźć przyczynę. Może warto na jakiś czas ograniczyć kontakty z teściami? Złapać dystans i zrozumieć, że niezdrowa rywalizacja nikomu nie jest potrzebna.

Jak rozmawiać z mężem / żoną tak, żeby pokazać, że czujemy, że nie jest po naszej stronie, a po stronie mamy? Jak to spokojnie wytłumaczyć?

Najlepiej opisać jak się poczułaś(-eś) w danej sytuacji. To spowoduje, że druga osoba będzie miała dostęp do naszych emocji. Łatwiej jest wtedy zrozumieć i postawić się na czyimś miejscu. Mówimy TYLKO O SOBIE i o naszych odczuciach. Bez oskarżeń. Bez mówienia : „A Ty”. Unikamy też słów „zawsze” i „nigdy”, gdyż one niewiele mają wspólnego z prawdą, za to są bardzo krzywdzące. 

Jak uważacie, czy trzeba zacząć mówić „tato” i „mamo” do teściów? Co jeśli zupełnie nie odnajdujemy się w tej formie?

Nic na siłę. U nas wyszło to w miarę naturalnie i bez problemu zaczęliśmy nazywać teściów „mamo” i „tato”. Jednak zdaję sobie sprawę z tego, że nie zawsze tak jest. Myślę, że w tej sytuacji dobrze jest powiedzieć otwarcie, że mamy z czymś trudność. Można wtedy znaleźć inne rozwiązanie.

Jak odpowiednio wyznaczyć granice pomiędzy życiem naszej rodziny a rodziną pochodzenia? Co zrobić, żeby rodzice i teściowie nie weszli nam na głowę?

Granice muszą zostać jasno wyznaczone. Dla dobra zarówno naszej rodziny, jak i rodziny pochodzenia. Przez wiele lat nie było to dla nas jasne, więc wynikło z tego wiele problemów. 

Jednak z czasem łatwiej jest nam powiedzieć rodzicom, że oczekujemy czasem czegoś innego niż oni. Nie możemy być na każde ich zawołanie, bo mamy dzieci, pracę i inne obowiązki. Kochamy ich, ale mamy swoje życie. I to jest zdecydowanie zdrowsze podejście.

Jak rodzice / teściowie zareagowali na wyznaczanie granic?

Bywało i tak, że rodzice się obrażali i nie odzywali przez jakiś czas. To jest trudna sytuacja, ale nieraz potrzebna. Każdy potrzebuje trochę czasu, gdy nie układa się coś po jego myśli. Musi to przetrawić, zacząć inaczej funkcjonować, a w końcu zaakceptować i uszanować. 

To na rekolekcjach „Gody Baranka” usłyszeliśmy, że postawienie granic jest bardzo istotne. Nawet za cenę (czasowej) utraty kontaktu z rodzicami. To taka lekcja od życia. Należy mówić o tym, że potrzebujemy przestrzeni, ale językiem pełnym miłości. 

Co zrobić, jeśli nasz współmałżonek staje po stronie swojej mamy, a nie po naszej? Jak rozwiązywać takie konflikty?

Szczerze powiedziawszy to trudno nam sobie wyobrazić taką sytuację. Z reguły staramy się w pierwszej kolejności zrozumieć współmałżonka. Musimy pamiętać, że nasza relacja jest na pierwszym miejscu. Według nas najlepiej sprawdziłaby się zasada: stoimy murem za współmałżonkiem. A w chwili, gdy jesteśmy sam na sam, to staramy się rozpracować daną sytuację i pokazać małżonkowi, jak druga strona mogła się poczuć. 

Sami macie dwie córeczki. W jaki sposób je wychowujecie tak, żeby odkrywały samodzielność i indywidualne życie, ale równocześnie wiedziały, że mogą nas Was liczyć? 

Zachęcamy nasze córki do samodzielności. Czasem to jest samodzielne pójście do osiedlowego sklepu, czasem zachęta do udziału w dodatkowych zajęciach. Pozwalamy im na to, by decydowały o tym w co się ubrać, co zjeść. Uczymy też, że każda decyzja ma swoje konsekwencje. Jednak zawsze staramy się je zapewnić o tym, że jesteśmy dla nich. Gdy coś się wydarzy to znajdą ukojenie w naszych ramionach. 

Magda i Artur Jasińscy – małżeństwo z 10-letnim stażem i dwójką dzieci u boku. Ona: fotograf, i blogerka. On: specjalista w branży leasingowej. Magda prowadzi bloga Mamine skarby.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.