„Nie dajmy sobie wmówić, że jesteśmy źli, bo nie dzwonimy do biednych rodziców”

Gościnnie

Czy warto pytać rodziców o to, jak dogadywali się ze swoimi teściami i co może z tego wyniknąć? Jak sprawić, żebyśmy się nawzajem traktowali równoprawnie? Czy niektórym sytuacjom można już zapobiec w narzeczeństwie? Odpowiadają Piotr i Ewa Olborscy z bloga Mocem.


Wielu narzeczonych boryka się przy organizacji ślubu ze zbytnim zaangażowaniem rodziców i teściów. Jak to było u Was? Czy znaleźliście odpowiadającą Wam harmonię?

Ewa Olborska: U nas było dość spokojnie pod tym względem. Momentami wręcz brakowało nam trochę ich zainteresowania naszym ślubem. Dużo chcieliśmy zrobić sami, mieliśmy swoją wizję i choć to rodzice finansowali wesele, to nie ingerowali za bardzo. Oczywiście, były momenty spięć czy niezrozumienia, ale przygotowania ślubne ogólnie przebiegały w przyjaznej atmosferze.

Chcesz przeczytać poprzednią rozmowę z cyklu? >> Przejdź tutaj

Co doradzilibyście narzeczonym, którzy borykają się z taką sytuacją?

Narzeczonym, którzy mają trudniejszą sytuację niż nasza, doradzilibyśmy dwie rzeczy. Z jednej strony jasne stawianie granic rodzicom i podkreślanie, że „jesteśmy dorośli, zakładamy nową rodzinę i mamy prawo robić to po swojemu”. Potem po ślubie te granice się przydadzą, więc warto je wprowadzać stopniowo. Z drugiej strony jednak można dobrowolnie angażować rodziców z uwzględnieniem tego, że dla nich to też jest ważny dzień. Jeśli wyznaczymy rodzicom konkretne zadania (np. takie, na których nam aż tak nie zależy, żeby były po naszemu), jest większa szansa, że nie będą chcieli zajmować się resztą. Może warto spróbować poradzić sobie z sytuacją trochę niestandardowo – świadomie „zmęczyć” rodziców przygotowaniami. Poświęcić jeden czy drugi weekend, zasypać ich swoimi pomysłami i przemyśleniami, żeby później mieli trochę tego wszystkiego dość ;). Wiem, że nie jest to rozwiązanie dla wszystkich i część mam czy teściowych jeszcze bardziej wciągnie się w ślubne tematy, ale może warto to rozważyć.

Jak ułożyć relacje rodzinne na nowo, kiedy się pobieramy? Jak to było u Was?

Jesteśmy prawie osiem lat po ślubie i widzimy, że układanie relacji rodzinnych to jest ciągły proces. Początkowo warto bazować na doświadczeniach naszych rodziców z ich teściami – im więcej rozmów o tym, jak im było świeżo po ślubie, tym więcej może pojawiać się refleksji, jak być dobrymi teściami. Zarówno moja, jak i Piotrka mama miały trudne teściowe, co z pewnością wpłynęło na to, jak one zachowują się wobec nas. Na szczęście, są tymi przypadkami, które wyciągają wnioski i wiele rzeczy
robią inaczej. Niestety, łatwo jest też przesadzić w drugą stronę. Moja mama, choć mieszka blisko nas, początkowo w ogóle nie chciała do nas wchodzić, żeby nie przeszkadzać. Kiedy miała mi coś przynieść, podawała w drzwiach. Nie dzwoniła, nie dopytywała. Docenialiśmy wolność, którą nam daje, ale to była niepotrzebna przesada i to też trzeba było dogadać. Jeśli rodzice mają poczucie humoru, można kupić im jakąś żartobliwą książkę o tym, jak być dobrymi teściami. Warto też od początku dbać o to, żeby rodzice widzieli, że to małżonek jest na pierwszym miejscu. Że jego zdanie jest ważne i bez niego nie podejmiemy żadnej wiążącej decyzji, nawet jeśli chodzi o małe rzeczy, jak np. umawianie się na obiad. Rodzice muszą zrozumieć, że nasze plany też są ważne.

Co zrobić w sytuacji, kiedy synowa i teściowa (albo zięć i teść) ze sobą rywalizują? Jak można temu zapobiec?


Nie znamy tej sytuacji z autopsji, ale myślę sobie, że jeśli między młodymi małżonkami sprawy będą poukładane, to takiej rywalizacji nie będzie. Jeśli mąż będzie wiedział, że to żona jest teraz dla niego najważniejszą kobietą, a żona będzie czuła, że on faktycznie tak to rozumie, to nie będzie miała potrzeby rywalizacji z teściową. Nie będzie o co rywalizować.

Jak uważacie, czy trzeba zacząć mówić „tato” i „mamo” do teściów? Co jeśli zupełnie nie odnajdujemy się w tej formie?


Uważamy, że nie „trzeba”, wszystko jest kwestią dogadania i to też się zmienia. Na początku moja mama prosiła Piotrka, żeby mówił do niej po imieniu, bo tak wolała. Z czasem się przyzwyczaiła i już Piotrek mówi do niej „mamo” bez problemu. Jeśli my nie odnajdujemy się w tej formie, a rodzice nalegają, można spokojnie rozmawiać tak, żeby nie używać tych słów. Nigdy nie miałam problemu z ich wypowiedzeniem, ale tak naprawdę rzadko ma to miejsce. Chyba tylko wtedy, kiedy chcę bezpośrednio o coś zapytać w większej grupie, np. „Mamo, a Ty chcesz herbatę?”. Ja bym nie robiła z tego wielkiego problemu, chyba bym przytaknęła, że „ok, tak będę mówić”, a potem używałabym tych słów od święta. A może z czasem zmieniłabym podejście? Wydaje mi się, że nie ma sensu od początku się zarzekać, że nie będziemy mówić „mamo” i „tato”, bo może wystarczy kilka miesięcy i stanie się to dla nas naturalne.

Jak odpowiednio wyznaczyć granice pomiędzy życiem naszej rodziny a rodziną pochodzenia? Co zrobić, żeby rodzice i teściowie nie weszli nam na głowę?

Pamiętać, że ich problemy są tak samo ważne jak nasze i że prawdopodobnie nie są jeszcze niedołężnymi staruszkami, za których trzeba większość rzeczy robić. Traktujmy się z rodzicami jak równoprawni dorośli. Nie dajmy sobie wmówić, że jesteśmy źli, bo nie dzwonimy do biednych rodziców – oni też mogą zadzwonić. Nie odwiedzamy rodziców?Przecież oni też mogą nas odwiedzić. Jeśli chcą widywać się za często albo wręcz odwiedzają nas bez uprzedzenia, warto postawić sprawę jasno: jesteśmy młodym małżeństwem i potrzebujemy czasu dla siebie na poukładanie swojej relacji. Można to ubrać w żarty albo powiedzieć twardo i konkretnie, to zależy od danej sytuacji.

Co zrobić, jeśli nasz współmałżonek staje po stronie swojej mamy, a nie po naszej? Jak rozwiązywać takie konflikty?


Na szczęście nie mieliśmy takich sytuacji w naszym małżeństwie, ale przyznaję, że się tego bałam w okresie narzeczeństwa. Mój tata często stawiał zdanie rodziców przed zdaniem mojej mamy, Piotrek ze swoją mamą dobrze się dogadywał i bałam się, że u nas będzie podobnie. Bardzo dużo o tym rozmawialiśmy przed ślubem i teraz nie mam się o co martwić. Wiemy, że takie sytuacje są trudne, ale wydaje mi się, że ich zapobieganie zaczyna się już w narzeczeństwie. Kiedy pojawiają się dopiero w małżeństwie, warto rozwiązywać je we dwoje, a nie przy rodzicach.

Ewa i Piotr Olborscy – małżeństwo z 8-letnim stażem. Ona: projektantka i blogerka. On: programista i gracz komputerowy. Ewa prowadzi blog małżeńsko-ślubny i sklep dla małżonków i narzeczonych Mocem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.