„Przy organizacji ślubu i wesela możemy przyjąć dwie skrajne postawy wobec rodziców”

Gościnnie

Jak znaleźć złoty środek pomiędzy rodzicami a młodymi podczas organizacji wesela i ślubu? Czy mieszkanie z rodzicami po ślubie to dobry pomysł? I co zrobić, żeby jako małżeństwo mówić jednym głosem? Zapraszamy do rozmowy z Karoliną i Maciejem Piechami.

Wielu narzeczonych boryka się przy organizacji ślubu ze zbytnim zaangażowaniem rodziców i teściów. Jak to było u Was? Czy znaleźliście odpowiadającą Wam harmonię?

Karolina i Maciej Piechowie: Ślub i wesele były bardzo ważnymi wydarzeniami w naszym życiu. Zanim rozpoczęliśmy organizację rozmawialiśmy, że może się zdarzyć taka sytuacja, że rodzice będą chcieli za nas podejmować pewne decyzje, bo dla nich to też podniosła chwila. Rodzice mogą różnorako uzasadniać swoje zainteresowanie i zaangażowanie w przygotowania. Niektórzy mogą się nawet spotkać z argumentem, że skoro rodzice fundują niektóre lub wszystkie elementy tego wydarzenia, to mają do tego prawo. To jednak stawianie sprawy na ostrzu noża i nie jest to przyjemne dla przyszłych nowożeńców.

Naszym zdaniem właśnie od tej motywacji wiele zależy i warto o niej porozmawiać. Bo przecież zależy nam, aby każdy czuł się dobrze w czasie naszego ślubu i wesela. My decydowaliśmy o większości rzeczy samodzielnie, jednak pytaliśmy o zdanie rodziców. Było kilka kwestii, które poróżniły nas z rodzicami i nawet nas między sobą. Jedną z nich była decyzja o usadzeniu gości – czy każdy ma mieć wyznaczone miejsce przy stole weselnym, czy pozwolić gościom samodzielnie wybrać towarzystwo i stanowisko. Jak to w konfliktowych sytuacjach bywa, pomogła rozmowa. Znaleźliśmy trzecie rozwiązanie, które każdemu pasowało. To, co nam pomagało trwać w harmonii, to właśnie rozmowa z rodzicami i zrozumienie, że każdemu zależy, aby było to piękne wydarzenie.

Co doradzilibyście narzeczonym, którzy borykają się z taką sytuacją?

Radzilibyśmy umiar i znalezienie złotego środka. W przypadku organizacji ślubu i wesela możemy przyjąć dwie skrajne postawy. Pierwsza: rodzice o niczym nie zdecydują, wszystko zrobimy po swojemu, ich zdanie nawet nas nie interesuje. Druga: niech mamusie i tatusiowie sami o wszystkim zdecydują, przynajmniej mamy z głowy. Jaki jest zatem złoty środek? Słuchajmy potrzeb swoich i rodziców. Potwierdzajmy, że jesteśmy dla siebie wzajemnie ważni. Zaznaczajmy, że nie robimy nic sobie na złość.

Co myślicie o mieszkaniu z rodzicami po ślubie?

Z biegiem życia nasze zdanie w tej kwestii ewoluuje. Na studiach Nauk o rodzinie powiedziano nam, że mieszkanie pary z rodzicami lub teściami jest bardzo szkodliwe dla relacji małżeńskiej, ponieważ brakuje wówczas prywatności i intymności do budowania związku. Na przykład: kłócimy się, rodzice jednego ze współmałżonków słyszą te rozmowy i później jest im bardzo łatwo zająć stanowisko, stanąć po jednej ze stron. Im więcej osób, tym trudniej taki konflikt rozwiązać. Najlepsza postawa rodziców w przypadku konfliktu, to „jesteśmy otwarci na to, by wam pomóc, ale nie narzucamy się z tą pomocą i zachowujemy odpowiedni dystans.” Taki dystans trudno zachować, kiedy jesteśmy współlokatorami.

Biblia wydaje się w tej kwestii pomocna, bo wskazuje, że (Rdz 2,24) „mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem.” Opuszczenie rodziców jest dojrzałością godną uznania, że rodzice są nadal bardzo ważni, ale inaczej niż to było do tego momentu. Trzeba przyjąć, że na pierwszym miejscu sytuuje się współmałżonek, następnie dzieci, a dopiero potem rodzice i rodzeństwo, znajomi. Także rodzice muszą uznać tę prawdę.Wspomnieliśmy, że nasze zdanie ewoluuje, bo wiemy, że rodzice są wielką pomocą, gdy pojawią się małe dzieci. Nieraz rozmawiamy, czy nie przeprowadzić się bliżej rodziców, jednak czy bycie sąsiadami z teściami to już za blisko? Każde małżeństwo staje przed tym wyborem, warto jednak pamiętać, że miejsce zamieszkania można w każdej chwili zmienić, gdyby okazało się, że nie potrafimy ze sobą żyć w jednym gospodarstwie domowym.

Jak ułożyć relacje rodzinne na nowo, kiedy się pobieramy? Jak to było u Was?

Od razu po ślubie zamieszkaliśmy razem w jednym pokoju w akademiku i rozpoczęliśmy studia magisterskie. Mieliśmy tyle na głowie, że rzadko kontaktowaliśmy się z rodzicami. Trzy lata wcześniej oboje wyprowadziliśmy się z domów, bo wyjechaliśmy na studia. Już wtedy relacje dziecko-rodzic uległy zmianom. Po ślubie mieliśmy jako małżonkowie czas, aby dużo rozmawiać i ustalić, jak chcielibyśmy, by nasze wspólne życie wyglądało, jak wyobrażamy sobie nasz dom, jakie jest nasze zdanie w różnych kwestiach. To ważne.

Po ślubie różne kwestie w rodzinie są poruszane. Pojawiają się spory w kwestii dysponowania finansami, podziału obowiązków, sposobu wychowania dzieci. Należy pamiętać, że przy rodzicach, tak jak przy każdej innej osobie, małżonkowie w pełni powinni się ze sobą zgadzać, popierać i bronić. Debatować możemy na osobności, ale przed innymi chcemy mówić jednym głosem.

Co zrobić w sytuacji, kiedy synowa i teściowa (albo zięć i teść) ze sobą rywalizują? Jak można temu zapobiec?

Naszym zdaniem celem (być może ukrytym lub nieuświadomionym) takiej rywalizacji jest uwaga współmałżonka. Na przykład: żona chce codziennie gotować na obiad pierogi ruskie, bo mąż powiedział, że jego mama robiła najlepsze. Ona czuje się podświadomie gorsza, mniej kochana, niewystarczająca, póki nie usłyszy, że jej pierogi są nie tylko pyszne, ale i lepsze od tych z domu rodzinnego. To błędne koło, bo takie potwierdzenia nie rozwiązują problemu. Jeśli zauważamy u siebie takie mechanizmy warto o tym porozmawiać. Istnieje sposób, aby takiej sytuacji zapobiec: powtarzajmy sobie, że się kochamy, że przyjmujemy siebie takimi, jacy jesteśmy, że nie oczekujemy doskonałości, że jesteśmy dla siebie najważniejsi.

Jak uważacie, czy trzeba zacząć mówić „tato” i „mamo” do teściów? Co jeśli zupełnie nie odnajdujemy się w tej formie?

Początki są trudne. Nie spotkaliśmy jeszcze nowożeńców, którzy nie mieliby z tym problemu. Niektórzy chwalą się, że nauczyli się tak rozmawiać z teściami, by nie musieć zwracać się do nich osobowo. Inni szybko starają się o dziecko, by od razu przejść do formy „dziadek” / „babcia”. I w tym przypadku rozwiązaniem okaże się zwykła rozmowa z rodzicami. Jeśli mamy takie problemy, powiedzmy o tym rodzicom szczerze. My doświadczyliśmy tego, że z czasem forma ta staje się bardziej naturalna. Im więcej ze sobą przebywamy, im więcej łączy nas trudnych lub szczęśliwych chwil, tym bardziej powiedzenie „mamo” i „tato” przechodzi przez gardło z większą łatwością.

Co zrobić, jeśli nasz współmałżonek staje po stronie swojej mamy, a nie po naszej? Jak rozwiązywać takie konflikty?

Załóżmy, że taka sytuacja dzieje się właśnie teraz. Właśnie rozmawiam z moją teściową, temat ognisty – czy wolno karać cieleśnie dzieci. Nasze wargi płoną od wymiany gorących argumentów i nagle kubeł zimnej wody na moją głowę. Mój mąż mówi: „ale moja mama ma rację, zobacz jak mnie wspaniale wychowała, masz jakieś dziwne poglądy”. Co zrobić w takiej sytuacji? Tak jak mówiliśmy wcześniej: zawsze, jako małżeństwo musimy mówić jednym głosem. Jeśli oboje to wiemy, to w tej sytuacji proszę mojego męża, abyśmy na chwilę wyszli. Rozmawiamy i ustalamy wspólną wersję. Warto przypomnieć sobie, że to troska o jedność małżeńską, a nie walka przeciwko rodzicom.

Karolina i Maciej Piechowie – szczęśliwi małżonkowie oraz rodzice dwuletniej Anielki, twórcy portalu Szczęśliwa rodzina i plakatu ze zdrapką dla par #100naszychrandek.

Przeczytaj poprzednie rozmowy:

Nie zapomnij dołączyć do nas na:

  • facebooku: to tutaj informujemy o kolejnych wpisach, publikujemy grafiki z cyklu „Osobowość w relacji”, przypominajki dla narzeczonych i dzielimy się naszym życiem
  • instagramie: to tutaj raz w tygodniu publikujemy #chwiledlarelacji oraz dzielimy się swoją codziennością

A jeśli chcesz, to zawsze możesz do nas napisać na kontakt@wybieramymilosc.pl. Będzie nam miło Ciebie poznać i posłuchać o tym, jak na co dzień wybierasz miłość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.