Jak będzie wyglądało nasze życie po ślubie?

Marzymy o dniu ślubu, długo się do niego przygotowujemy, dopinamy kolejne formalności. A czy zastanawiamy się nad tym, co będzie później?

Na co czekam?

W końcu będziemy razem w pełni, nie będziemy musieli rozstawać się wieczorem. Będziemy jeść razem śniadania, wychodzić razem do pracy. Przed snem będziemy wspólnie rozmawiać.

Czego chciałabym Wam życzyć na święta? Posłuchaj

Na co czekacie i na ile wasze oczekiwania są realne? Czekacie na więcej wspólnego czasu, ale czy wiecie jak o niego zawalczyć? Czekacie na wspólną codzienność, ale czy wiecie jak dodać jej koloru i odnaleźć w niej wartość?

Czego się boję?

Nasze nawyki i przyzwyczajenia spotkają się ze sobą i najprawdopodobniej zetrą. Czy będziemy w stanie, mimo to, się porozumieć? Czy będziemy w stanie szukać kompromisów albo… po prostu odpuszczać?

Być może boicie się, że dogoni Was brak czasu. Praca, domowe obowiązki, zmęczenie, jak w tym wszystkim pamiętać jeszcze o sobie nawzajem? A co jeśli jedno z was pracuje, a drugie nie, jak odnaleźć się w takiej sytuacji?

…a jak będzie naprawdę?

No właśnie, każdy z nas chciałby wcześniej wiedzieć, jak będzie naprawdę. Na ile nasze iluzje drastycznie zderzą się z rzeczywistością, a na ile odbędzie się to łagodnie. Ile razy pokłócimy się o to, gdzie ma leżeć cukierniczka? Ile razy będziemy mieli pretensje o nieumyte naczynia?

Dopóki nie rozpoczniemy wspólnego życia, nigdy do końca nie będziemy wiedzieli, jak będzie naprawdę.

Zadanie domowe

Porozmawiajcie ze sobą o wyobrażeniach dotyczących waszego życia po ślubie. Jak wyobrażacie sobie codzienność, jak spędzanie czasu wolnego, jak wakacje i święta?

Na co czekacie? Czego się boicie? Czego nie jesteście pewni?

3 odpowiedzi do “Jak będzie wyglądało nasze życie po ślubie?”

  1. Zgadzam się z tym co napisała Gabriela. Również jestem za rozwiązaniem, dużo prostszym, ale też dużo bardziej odważnym. Uważam, że wspólne mieszkanie przed ślubem może przynieść dużo dobrego. Właściwie same dobre rzeczy. Bo jeśli będziecie w stanie razem żyć, funkcjonować na co dzień, to po ślubie nie pryśnie czar i nie okaże się, że te całe przygotowania, marzenia że „jakoś to będzie”, bo przecież umiemy ze sobą rozmawiać i się rozumiemy, nie były na marne. Jeśli zaś po ślubie okaże się, że są rzeczy, o których wcześniej albo się nie rozmawiało, albo nie było na nie miejsca, albo wydawały się łatwe do dogrania, to trudno będzie z nimi żyć. Być może na początku jedno będzie ustępowało, być może będzie miejsce dla kompromisów. Ale po latach może okazać się, że było w tym pełno frustracji i negatywnych emocji – a z nimi należy sobie jakoś radzić. Mówię „jakoś”, bo każdy ma na to inny sposób – jedni siłownię, spacery, pracę, inni modlitwę, a jeszcze inni będą zamykać problemy w sobie, czasem bojąc się (braku) zrozumienia, a czasem nie umiejąc o pewnych rzeczach mówić.
    Uważam, że to piękne jeśli się uda wszystko poskładać i ten wyczekiwany czas spełni nasze oczekiwania. Ale ja bym nie umiała tak zaryzykować, bo to ryzyko niesie za sobą bardzo poważne konsekwencje. Nie oceniam, nie mam zamiaru za nikogo decydować, ale tak jak napisała Gabriela: „(…) nie ma lepszego sposobu na weryfikację tego dobrania się, niż życie razem. (…)” – i im szybciej to nastąpi, tym lepiej.

    Pozdrawiam ciepło!

  2. Znalazłam dużo prostsze i lepsze rozwiązanie tego problemu – zamieszkałam z moim chłopakiem. Wiem, że wasza religia tego nie akceptuje, ale jest to coś, czego nigdy nie zrozumiem (mówię „wasza”, bo choć jestem ochrzczona, to wybory, których dokonałam w życiu, wykluczają mnie z bycia katoliczką). Zamieszkaliśmy razem dwa lata temu, nie planowaliśmy tego, ale akurat skończyła mi się umowa na mieszkanie, a właściciel chciał zrobić gruntowny remont, więc musiałam znaleźć coś na szybko, mój chłopak sam wynajnował spore mieszkanie, więc zaproponował żebym się do niego przeprowadziła, następnego dnia już mieszkaliśmy razem. Czy żałowałam? Ani przez sekundę. Dzięki temu wiem, że nie będziemy po ślubie kłócić się o tak prozaiczne sprawy, jak cukierniczka postawiona w złe miejsce, czy nieumyte naczynia, dzięki temu wiem, czy mój chłopak jest bałaganiarzem, czy chętnie po sobie sprząta. Od dwóch lat uczymy się ze sobą żyć, rozmawiać, szukać kompromisów, rozwiązywać problemy, poznajemy swoje wady i uczymy się je akceptować. Wspólnie płacimy rachunki, robimy zakupy i wybieramy nowe meble – dzięki temu znamy podejście drugiej osoby do pieniędzy i wydatków. Wiem, że życie z drugim człowiekiem to nie bajka, że nie zawsze jest kolorowo, wiem też, że najlepszą receptą na przetrwanie związku jest dobranie się na wielu płaszczyznach. Są rzeczy, których nie jestem w stanie zaakceptować, mam też kilka swoich wad, które nie każdy człowiek by zaakceptował, więc nie ma lepszego sposobu na weryfikację tego dobrania się, niż życie razem. Miłość jest piękna, ale naprawdę naiwnym jest myślenie, że na samej miłości można zbudować dobry związek. Po ślubie będę chciała cieszyć się moim mężem i wspólnie spędzonymi chwilami, nie chcę tracić tego cudownego czasu na docieranie się, kłócenie o głupoty i na ustalaniu obowiązków domowych. Natomiast nie usłyszałam jeszcze ani jednego sensownego argumentu, dlaczego mieszkanie razem przed ślubem miałoby być czymś złym. Może gdyby kościół nie mówił młodym ludziom jak mają żyć, to więcej młodych by przychodziło. Pozdrawiam.

    1. Dziękuję za komentarz. Myślę, że każdy szuka swoich rozwiązań i że niezależnie od tego, czy mieszkamy ze sobą czy nie, możemy porozmawiać o naszych wyobrażeniach dotyczących czasu po ślubie. Wszystkiego dobrego! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.