Jak się czuję jako żona?

Od kiedy wróciliśmy co jakiś czas spotykam się z tym pytaniem. Nigdy nie wiem, co odpowiedzieć. 

Normalnie i nienormalnie

Normalnie, bo mam takie poczucie, że wszystko jest na swoim miejscu. Bo prowadzimy normalne życie. Wstajemy do pracy, pracujemy, chodzimy na zakupy, kładziemy się spać. Jemy śniadanie, ścielimy łóżko, spieszymy się na tramwaj, jemy w pośpiechu obiad.

Nienormalnie, bo świat jest wywrócony do góry nogami. Nie jesteśmy już osobni, jesteśmy razem, jesteśmy zależni. Ja wstaję, on się budzi. On wstaje, ja się budzę. Kiedy będziesz w domu? Czy zdążymy dzisiaj w ogóle ze sobą porozmawiać i spędzić chwilę? Gdzie jesteś? A kupisz chleb?

Fajnie i dziwnie

Fajnie, bo tego jeszcze nie było. Bo mamy wspólny dom, o który możemy razem dbać. Bo możemy wieczorem zjeść kolację i napić się wina. Bo nie musimy się już zastanawiać nad tym, o której trzeba wracać.

Dziwnie, bo jesteśmy ciągle razem. Bo nie ma takich momentów, kiedy jedno idzie do „swojego domu”, a drugie do „swojego”. Bo mieszkamy razem i dzielimy ze sobą najzwyklejszą na świecie codzienność.

Łatwo i trudno 

Łatwo, bo czasem okazuje się, że niewiele trzeba do tego, żeby być szczęśliwym. Wystarczy kawałek podłogi, trochę snu, trochę pieniędzy, trochę jedzenia i można tworzyć coś razem.

Trudno, bo nagle okazuje się, że on / ona robi tyle rzeczy inaczej. Po głowie krążą nieustanne pytania. Czemu to tak zrobiłeś? Dlaczego to tutaj leży? Co się tutaj stało? Nie mogę się odnaleźć!

Dobrze i źle

Dobrze, bo możemy być dla siebie nawzajem. Dobrze usłyszeć: „co zjesz na śniadanie?” Dobrze jest nad ranem przytulić się do bezpiecznych ramion. Dobrze jest usłyszeć: : „dziękuję, że to zrobiłaś”.

Źle, bo nie jest to takie proste. Źle, bo tracimy niezależność, bo nie jesteśmy tylko dla siebie samych, ale też dla siebie nawzajem. Bo czasem tracimy cierpliwość i już nie wiemy, jak ze sobą rozmawiać. 

Małżeństwo to wachlarz emocji, wachlarz wszystkiego. 

2 Replies to “Jak się czuję jako żona?”

  1. Ci, co mieszkają razem przed ślubem nie wiedzą, co tracą. Myślą, że poznają partnera lepiej, gdy będą mieli pewność, że odkłada skarpetki na swoje miejsce 😉 może wpis o tym?

    1. Jest też druga strona medalu. Mieszkając z kimś przed ślubem mam pewność że nie będzie się nade mną znecal,nie okaże się jednak alkoholikiem.. nir wiem dlaczego zawsze podaje się przykład tych nieszczęsnych skarpetek.tak jakby to miało znaczenie.. Nie każdy znajduje partnera na Oazie albo w Kościele. Nie każdy człowiek jest dobrym człowiekiem!Ja tak miałam,poznałam eleganckiego mężczyznę . Wśród ludzi dusza towarzystwa,wszyscy go uwielbiali. Zamieszkałam z Nim bo nie chciał ślubu. Okazał się tyranem,bił mnie i gwałcił i robił to tak,żebym ja się czuła winna . I nikt mi nie wierzyl. Wmówił że tylko na to zasługuję. Uwierzyłam i żyłam tak 6 lat. Gdy od niego uciekłam to bałam się,że znów na kogoś takiego trafię. Naprawdę to takie dziwne że chciałam się upewnić że tym razem będę bezpieczna? Tylko mi nie mówcie że to co robił to była kara za to,że z nim zamieszkałam,bo to już ksiądz mi powiedział,że Bóg tak chciał mnie ukarać. To są skrajne przypadki,owszem. Ale nigdy nie wiadomo co się dzieje w domu innych. Może ojciec był alkoholikiem i widząc co robil mamie kobieta boi się ślubu „w ciemno”? . Ja po ślubie całkiem inaczej odczuwałam np. wspólne śniadanie już jako żona. I nie był to tylko papierek tylko ogromna zmiana. Nie rozumiem po co to mowic” tylko czekanie z mieszkaniem do ślubu jest najlepsze”. Bo nie znamy całej sytuacji innych ludzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.