W Nowym Roku weź… rozwód ze swoim mężem, ze swoją żoną

Na początku roku zawsze mamy bardzo dużo postanowień. Przeplatają się wśród nich takie frazesy, jak: schudnę, będę regularnie ćwiczyć, będę gotować zdrowe jedzenie, będę czytać więcej książek, zadbam o relacje, poświęcę więcej czasu dzieciom, nie będę robił nadgodzin w pracy… Mogłabym wymieniać bez końca.

Chcemy nowego początku, wręcz nowego życia, najlepiej już, teraz, zaraz. Czy to możliwe? Pewnie nie. Pewnie potrzebna jest praca krok po kroku, cierpliwie i wytrwale. Ale ja nie o tym. Chciałabym Was zachęcić do tytułowego rozwodu. Co to oznacza? Zapraszam dalej!

„Wtedy podjąłem decyzję o rozwodzie”

„Zakochałem się we własnej fantazji i dopiero po pewnym czasie zorientowałem się, że mam do czynienia z kobietą z krwi i kości. W ten sposób poznałem moją żonę. Ach, co to był za kryzys! Przeżyłem głębokie rozczarowanie, bo żona w niczym nie przypominała mojej idealnej wizji. Uważałem, że powinna być dokładnie taka, jaką ją sobie wymyśliłem. Cierpiałem, zupełnie niepotrzebnie. I moja żona także cierpiała.

W końcu uznałem, że skoro nie mogę jej kochać takiej, jaka jest, powinienem pozwolić jej odejść, żeby mogła spotkać kogoś, kto pokocha ją naprawdę. Przecież nie mogłem jej zmusić, żeby grała rolę wyśnionego przeze mnie ideału. Po zastanowieniu przyznałem, że sam też nie byłbym w stanie sprostać własnym wymaganiom. Wtedy podjąłem decyzję o rozwodzie.

Przeprowadziłem go przed moim własnym, wewnętrznym trybunałem. Rozwiodłem się z moimi wyobrażeniami na temat żony, która idealnie pasowałaby do moich oczekiwań. Nie był to łatwy rozwód: rozprawy ciągnęły się latami, ale wreszcie byłem wolny i mogłem poślubić… moją żonę. Dopiero kiedy wyrzekłem się miłości, którą przez lata darzyłem własne złudzenia, zacząłem dostrzegać, kim jest kobieta żyjąca obok mnie.

Dotąd widziałem w zasadzie tylko jej „wady”, bo nie była taka, jak chciałem. Teraz mogłem przyznać, że to bardzo dobrze. Była sobą, a ja zaczynałem dostrzegać jej piękno”.

To fragment książki Jona Fredericksona „Kłamstwa, którymi żyjemy. Jak zmierzyć się z prawdą, zaakceptować siebie i zmienić swoje życie”. Daje do myślenia, prawda?

„Przecież on tak zawsze”

Dla własnego bezpieczeństwa umieszczamy sobie drugą osobę w pewnych ramach. Wiemy, że: lubi spotykać się ze znajomymi, ale nie za często; kocha sport; woli leżeć na plaży niż oglądać zabytki; lubi krewetki, ale nie znosi szpinaku i… myślimy, że tak już będzie zawsze.

Nieraz dokańczamy za niego zdania, bo przecież wiadomo co powie. Nieraz mu przerywamy, bo przecież mówi brednie. Nieraz nie liczymy już na kwiaty, bo przecież on zawsze zapomina. Myślimy sobie „z nim to tak zawsze”, „na niego nigdy nie można liczyć”.

Weź rozwód z takim myśleniem o współmałżonku. Bo może on już taki nie jest, ale to Ty ciągle wciskasz go w te ramy? Może się zmienił, ale nie zdołałaś tego zauważyć? Może jesteś tak skupiona na jego wadach i tych miejscach, w których niedomaga, że nie widzisz nic więcej? Weź rozwód z „zawsze” i poślub ponownie „teraz”. Poślub swojego „teraźniejszego małżonka”, poślub swoją „teraźniejszą żonę”.

„A ja się tak staram”

Bardzo często razem z myśleniem, że „on tak zawsze”, myślimy też „a ja się staram”. Pilnie sprzątamy dom, prasujemy wszystkie ubrania, robimy zakupy, przygotowujemy pyszne obiady, dbamy o dzieci, zajmujemy się domem, a on tego w ogóle nie zauważa i nie docenia. Rośnie w nas frustracja, brak zrozumienia i potrzeba coraz większej miłości.

Czasem mimowolnie zaczynamy domagać się uwagi. „Zobacz, jak posprzątałam”, „zrobiłam pyszny obiad”, „podlałam kwiatki, od razu wyglądają lepiej”. W odpowiedzi słyszymy: „fajnie, dzięki”, „o, rzeczywiście” albo tylko ciche mruknięcie.

Weź rozwód ze sobą. Ze sobą, która prosi się o miłość i o uwagę. Ze sobą, który prosi się o seks i zauważenie. Ze sobą, która robi wszystko za wszystkich. Ze sobą, który czeka aż żona zauważy bicepsy. Ze sobą, która czeka aż mąż zauważy najnowszą sukienkę. Weźcie rozwód, a potem szczerze pogadajcie o tym, co się w was dzieje.

Cieszę się, że mogę Cię poznać

Kiedy weźmiecie ze sobą rozwód, będziecie mogli się na nowo poznać. Porzucicie wszelkie ramy, żale, braki, słabości – to wszystko, co Wam ciążyło. Spróbujcie wtedy opowiedzieć sobie o sobie nawzajem na nowo. Tak jakbyście się dopiero spotkali.

Tak, brzmi głupio, nierealnie, abstrakcyjnie, bezsensownie. Przecież znacie się kilka albo kilkanaście lat. No właśnie, ale może znacie siebie sprzed tych kilku lat? Może Twoja żona już ma zupełnie inne potrzeby? Może Twój mąż ma już zupełnie inne marzenia?

Zacznijcie od dobrego słowa: „cieszę się, że mogę Cię poznać”.

Nie zapomnijcie być na bieżąco: obserwujcie nas na Instagramie, Youtubie i Facebooku oraz dołączcie do grupy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.